Wzięłam życie w swoje ręce. W końcu przestałam się przyglądać sobie z boku. Liczyłam na poprawę nie robiąc nic, by ona nastąpiła. Dziś ruszyłam tyłek i mimo sześciu nieprzespanym nocom i zmęczeniu w związku z tym, zaczęłam ćwiczyć. Trochę się wymęczyłam. Nie chciałam przedobrzyć, żeby jutro zakwasy mnie nie unieruchomiły. Ale jestem szczęśliwa. Czuje się dużo lepiej. Odbijam się od wagowego dna i mam tylko nadzieję, że nie zniechęcę się szybko. Chcę walczyć o siebie i zbudowanie poczucia własnej wartości. Chcę wreszcie poczuć się piękna, nie chować się pod ubraniami. Chcę czuć się dobrze patrząc w lustro. Przestać wstydzić się swojego wyglądu.
Proszę, niech lenistwo mnie nie powstrzyma...
Trzymam za Ciebie gorąco kciuki!
OdpowiedzUsuńOmiń wagowy dzień. On nie pokaże nic. Zaczęłaś się już lepiej czuć, a to najważniejszy sukces. Uda Ci się. Wierzę w to. Trzymaj się cieplutko ;)
OdpowiedzUsuń