Zaczęłam ćwiczyć i czuję się trochę jak Bridget Jones. Biegam szukając rozumu i kocham miłością niespełnioną. Szukam motywacji do życia. Teraz nie żyję. Tego życiem nie można nazwać. Egzystuję bez siły i chęci do pracy nad sobą.
Mam wrażenie, że trochę za dużo postawiłam na swojej drodze. Muszę znaleźć pracę i obawiam się, że zabierze mi ona znaczną część dnia i nie będzie kończyła się o godzinie 14/15. To właściwie pierwszy i najważniejszy punkt na mojej liście rzeczy do zrobienia od zaraz.
Kolejny punkt to czytanie. Naprawdę chcę zacząć więcej czytać bo bardzo odpuściłam sobie przez ostatnie miesiące. Chciej lista książek do przeczytania rośnie a ja nie robię tyle ile bym chciała, by ją zmniejszyć.
Następnie - ćwiczenia. Zaczęłam dziś. Bo co masz zrobić jutro zrób dziś. Przerobiłam cały program wspólnie z Ewą. Fakt, że był lekki, ale pomyślałam, że zacznę od czegoś, co następnego dnia nie odbierze mi możliwości poruszania z powodu zakwasów. Chcę stopniowo zwiększać stopnie obciążania organizmu ćwiczeniami. Przecież kiedy już znajdę pracę będę musiała się ruszać a nie jęczeć z bólu...
I najważniejsze - chcę się zdrowo odżywiać. Muszę ograniczyć biały cukier, słodycze a zacząć jeść więcej warzyw i owoców, które zresztą uwielbiam, ale moja rodzina boryka się z problemami finansowymi, więc kupuje się artykuły na przeżycie. Niekoniecznie najlepszej jakości i niekoniecznie najzdrowsze. Dodam tylko, że mam w domu szarańczę w postaci młodszych braci, którzy pochłaniają jedzenie szybciej, niż ja zdążę pomyśleć, że mam na daną rzecz ochotę.
Pomiędzy tym wszystkim chciałabym znaleźć czas na pisanie. A przede wszystkim mieć chęć i ochotę, by się tym zająć. Od dawna nie napisałam wiersza o prozie nie wspominając. Bardzo mi tego brakuje, ale z drugiej strony nie robię nic, by zacząć znów pisać. Wykręcam się brakiem weny - co pewnie jest prawdą, ale wena sama do mnie nie przyjdzie.
Nie mogę powiedzieć, że jakoś bardzo brakuje mi blogów. Gdyby brakowało bardziej pewnie częściej bym tu wchodziła. Przeżywam aktualnie okres uzależnienia od Simsów. Zbyt dużo czasu spędzam w tej grze, niż w realnym życiu (ale jakie ja tam kariery rozwijam... łohohoh). I znów sobie o nich przypomniałam i chce mi się zacząć grać... A przecież miałam czytać książkę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz