Czytam dość wiekowy post na blogu Marty, przeglądam komentarze i otwierają mi się oczy. Pisałam już wcześniej o wątpliwościach co do wyboru kierunku studiów, o marzeniach. Zdecydowałam się na studiowanie na kierunku inżynierskim, bo po pierwsze: nie dostałam się na wymarzony kierunek (mój błąd, bo nie pisałam żadnych przedmiotów rozszerzonych na maturze a powinnam), po drugie: kiedy szukałam czegoś innego, kierunek wydał mi się całkiem interesujący i dochodowy kiedy znajdę po nim pracę.
Przeżyłam zderzenie z brutalną rzeczywistością. Jestem urodzoną humanistką. Ciekawią mnie ludzie, chcę dyskutować, rozmawiać, wymieniać poglądy. Po 4 latach nauki reklamy pokochałam rysunek, malarstwo, fotografię. Uwielbiam pisać, czytać i marzę, by wydać kiedyś coś swojego. Na tych studiach czuję się trochę jak ptak zamknięty w klatce. Pozbawiona kreatywności, twórczego myślenia. Tu nie ma miejsca na "wariację", nie mogę próbować nowych rzeczy.
Dusi mnie tkwienie w sztywnych ramach tego kierunku. Kompletnie nie interesuje mnie chemia, czy mikrobiologia. Rysunek techniczny wychodzi bokiem a od algebry dostaję mdłości. Nie budzę się rano z uśmiechem. Jestem zniechęcona i wypełniona negatywną energią, tysiącem wątpliwości. Wiecie co jest najgorsze? Dotarło do mnie, że tą całą negatywną energie wyładowuję na najbliższych. Zarażam złym humorem. Stałam się niemiła, kompletnie bez energii, chęci do nauki, do jeżdżenia na zajęcia. Szczerze mówiąc jest mi kompletnie obojętne, czy zaliczę kartkówkę z chemii, czy nie. Nie interesuje mnie ile dostanę punktów z wejściówki z mikrobiologii. Nie mam ochoty, by sięgnąć do skrypt i nauczyć się na jutrzejsze ćwiczenia, na których będzie pytać. Skreśliłam już ten kierunek.
Jednocześnie nie chcę nikogo rozczarować. Wiem jak bardzo dziadkowie i rodzice byli dumni, że poszłam na ten kierunek. Najstarsza wnuczka na uniwersytecie, skończy z tytułem inżyniera. Jak to dumnie brzmi...
Z drugiej strony naprawdę chcę się uczyć. Nie chcę stać w miejscu. Pragnę się rozwijać, odkrywać nowe rzeczy, poznawać ludzi.
Ale cholernie się boję. Zrezygnuję z tego i co dalej? Praca? Ale jaka? Studia? A jeśli się nie dostanę?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz